wtorek, 31 grudnia 2013

2013, thanks!

Witajcie! Wiem, że moje pisanie tutaj ogranicza się do minimum i właściwie nie wiem, po co mi ten blog, ale czasem warto wrócić do swoich wzlotów i upadków. Przez ostatnie kilka dni myślałam, co tu napisać i choć ostatnie pisanie ogranicza się do minimum- dzisiaj bardziej się postaram.


W 2013 nastąpiło wiele przełomów, do wielu faktów doszłam, kilka razy się zawiodłam, przeżyłam kilka strasznych i wielkich końców świata, poznałam wielu cudownych ludzi. Ostatecznie doszłam do tego, czego całe życie pragnęłam. Znalazłam stabilizację, prawdziwą miłość i duuużo satysfakcji ze swojej pasji. Mówią że ludzie się nie zmieniają- ja to zrobiłam i pod żadnym pozorem nie chcę znać starej mnie i choć może się wydawać że bezinteresowna dobroć to pozytywna cecha, ja po tylu latach naiwności, powiedziałam jej wreszcie nie. Samokrytycyzm wciąż we mnie żyje i wciąż jego wskaźnik jest bardzo wysoki, ale to chyba on jest jednym z czynników motywacji. Jestem bardziej zdecydowana, zorganizowana i zmieniłam nastawienie co do związków (muszę to kiedyś opisać, bo wiele dziewczyn się wciąż o to pyta!), wiem co chcę tworzyć i mimo że kocham moje tegoroczne portfolio, wiem że będzie lepiej.

Oto kilka sesji, które uważam za mój największy tegoroczny sukces, mieć takie skarby w portfolio to zaszczyt.








sesja z Dominiką Ilczyną. 










sesja z Moniką Jeziorską. 


Misiaczki, szczęśliwego Nowego Roku! 

czwartek, 31 października 2013



♥ 

Kiedy wróciłem do domu, żona podała kolację. Wziąłem ją za rękę i powiedziałem, że muszę jej coś powiedzieć. Usiadła i jadła w milczeniu. Znów widziałem strach w jej oczach. Nagle byłem przerażony, nie byłem w stanie otworzyć ust. Ale musiałem jej powiedzieć co myślę: chcę rozwodu. Żona nie była porywcza i zdenerwowana, tylko cichym głosem zapytała mnie o powód. Chciałem unikać odpowiedzi na to pytanie. To ją rozgniewało. Rozrzuciła wokół sztućce i krzyczała na mnie, że nie jestem mężczyzną. Tej nocy nie rozmawialiśmy już ze sobą. Płakała przez całą noc. Wiedziałem, że chce się dowiedzieć, co się stało z naszym małżeństwem, ale nie mogłem dać jej zadowalającej odpowiedzi: Zakochałem się w Jane. Mojej żony już nie kocham.
Z głębokim poczuciem winy, przygotowałem kontrakt małżeński, w którym zaoferowałem jej nasz dom, samochód i 30% naszej firmy. Przeglądnęła go krótko, a następnie podarła go. Kobieta, z którą spędziłem dziesięć lat mojego życia, była mi obca. Było mi przykro, za jej czas i energię, które zmarnowała ze mną, ale
nie mogłem wrócić, zbyt mocno kochałem Jane. Wreszcie wybuchnęła głośno na moich oczach łzami, takiej reakcj się spodziewałem. Te łzy dały mi jakoś poczuce ulgi. Przez dłuższy czas myślałem nad rozwodem, miałem obsesję na punkcie tej myśli. Teraz to uczucie jest jeszcze silniejsze i byłem pewien, że jest to dobra decyzja.

Następnego dnia wróciłem do domu późno i zobaczyłem ją siedzą przy stole coś piszącą. Byłem bardzo zmęczony tego wieczoru, więc poszedłem bez kolacji prosto do łóżka. Wiele godzin spędzonych z Jane mnie wyczerpały.
Obudziłem się i zobaczyłem, krótko że nadal siedzi przy biurku i pisze. To nie miało dla mnie znaczenia, więc odwróciłem się i natychmiast zasnąłem. Rano dała mi swoje wymagania odnośnie rozwódu: nie wymaga niczego, jednak chce byśmy przez miesiąc żyli normalnie i udawali że nic się nie stało, zanim ogłosimy rozwód.
Powód był prosty: Nasz syn pisze za miesiąc prace klasowe i nie chce go z naszym zepsutym małżeństwem obciążać. To mogłem zaakceptować. Ale poszła dalej: Chciała, żebym sobie przypomniał, jak w dniu naszego ślubu na rękach niosłem ją przez próg. Chciała żebym codziennie z naszej sypialni do drzwi wyjściowych nosił ją na rękach przez miesiąc. Myślałem, że ona całkowicie oszalała. Lecz by nasze ostatnie dzień, były przyjemne
jak tylko było to możliwe, zgodziłem się.

Później powiedziałem Jane o warunkach mojej żony. Roześmiała się głośno i powiedziała, że to absurd. "Nie ważne co ona za sztuczki zastosuje, musi zaakceptować rozwód, powiedziała " i szydziła.
Po tym jak powiedziałem żonie, że chce się rozwieść, nie mieliśmy więcej kontaktu ciała. Więc nic dziwnego, że
w pierwszy dzień nieznane uczucie było, kiedy niosłem ją na rękach. Nasz syn stał za nami i
oklaskiwał. "Tato trzyma mamę w rękach," radował się. Jego słowa mnie zraniły. Od sypialni do drzwi salonu - Poszedłem 10 metrów z nią w moich ramionach. Powoli zamknęła oczy i szepnęła do mnie: "Proszę nie mów naszemu Synkowi o naszym rozwodzie. " skinąłem głową i przygnębiające uczucie mnie napadło. Umieściłem ją w przedniej części drzwi. Poszła na przystanek autobusowy w celu oczekiwania na autobus do pracy. Jechałem sam do mojego biura.

Na drugi dzień wszyscy przyszło o wiele łatwiej. Pochyliła głowę na mojej piersi. Czułem zapach jej bluzki. Uświadomiłem sobie, że przez długi czas nie dostrzegałem jej. Uświadomiłem sobie, że nie jest już tak młoda, jak była na naszym ślubie. Widziałem małe zmarszczki na jej twarzy, a także pierwsze małe szare włosy. Nasze małżeństwo nie przeszło na niej bez szwanku. Przez chwilę, zadałem sobie pytanie, co za krzywdę jej wyrządziłem.

Kiedy w czwartym dniu wziąłem ją na ręce, zauważyłem, że poczucie swojskości powstało ponownie. To była kobieta, która mi dziesięć lat życia poświęciła.

Piątego dnia zauważyłem, że zaufanie wzrasta. Nie powiedziałem Jane o tym. Z dnia na dzień, łatwiej było
mi ją nosić. Może mnie codziennie ćwiczenie zrobiło silniejszym.

Pewnego ranka, widziałem ją, jak myślała, w co się ubrać. Przymierzyła kilka stroi, ale nie mogła się zdecydować. Potem powiedziała z westchnieniem: "Wszystkie ubrania są coraz większe. "Nagle
zdałem sobie sprawę, że ona znacznie schudła. Więc to był powód, że noszenie jej stało się łatwiejsze!

Nagle uderzyło mnie jak cios: Miała tak wiele bólu i goryczy w swoim sercu! Podświadomie pogłaskałem ją po głowie. W tej chwili nasz syn i powiedział: "Tato, to już czas, trzeba mamę z pokoju przenieść ". było ważną częścią jego życia, aby zobaczyć, jak tato mamę niesie na rękach z pokoju. Moja żona powiedziała do naszego syna, żeby bliżej podszedł. Gdy to zrobił, wzięła go w ramiona. Odwróciłem głowę, ponieważ obawiam się
zmienić zdanie w ostatniej chwili.

Wziąłem ją w ramiona i zaniósłem z sypialni przez salon do korytarzu. Jej ręka opiadała na mojej szyi lekko. Trzymałem ją mocno w ramionach. To było jak w dniu naszego ślubu.

Martwiłam się, bo waży mniej i mniej. Gdy miałem ją w ostatnim dniu w ramionach prawie nie mogłem się ruszyć. Nasz syn był już w szkole. Trzymałam ją i powiedziałem jej, że zauważyłem, że w naszym życiu brakowało intymności. Pojechałem do mojego biura i wyskoczyłem z samochodu nie zamykając go
- na to było brak czasu. Bałem się, że z każdym opóźnieniem mogę zmienić decyzję. Pobiegłem po schodach. Kiedy podszedłem, Jane otworzyła drzwi. "Przepraszam, ale nie chcę się już rozwodzić"
Powiedziałem.

Spojrzała na mnie zaskoczona i dotknęła mojego czoła. "Czy masz gorączkę?" zapytała. Wziąłem jej rękę z mojego czoła i powiedziałem: "Przykro mi, Jane, nie będę się rozwodzić. Nasze życie małżeńskie było pewnie dlatego tak monotonne, bo ona i ja nie docenialiśmy się, a nie dlatego, że nie kochamy się! Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, kiedy na naszym ślubie prowadziłem ją przez próg, ślubowałem jej lojalność i wierność
dopóki śmierć nas nie rozłączy ". Jane wydawała się nagle obudzić. Uderzyła mnie w twarz, trzasnęła drzwiami i wybuchnęła płaczem. Pobiegłem na dół i do kwiaciarni, która była na mojej drodze. Tam zamówiłem bukiet dla mojej żony. Ekspedientka zapytała mnie, co napisać na kartce. Uśmiechnąłem się i napisałem, że każdego ranka będę nosić ją przez próg, dopóki śmierć nas nie rozłączy.

Kiedy przyjechałem po południu do domu, miałem uśmiech na ustach i bukiet kwiatów w dłoni. Pobiegłem po schodach, moja żona była w łóżku - moja żona nie żyje. Walczyła miesiące z rakiem a ja byłem zbyt zajęty z Jane na ogół żeby coś sobie uświadomić. Wiedziała, że wkrótce umrze i chciała mnie uratować od negatywnego uczucia naszego syna do mnie. Przynajmniej w oczach mojego syna, pozostanę kochającym mężem.


♥ ♥ ♥ 


sobota, 10 sierpnia 2013

I'm so happy, you know?

"Szczęście znajduje się w Tobie. Zaczyna się na dnie Twojego serca, a Ty możesz je wciąż powiększać, pozostając życzliwym tam, gdzie inni bywają nieżyczliwi; pomagając tam, gdzie już nikt nie pomaga, będąc zadowolonym tam, gdzie inni tylko stawiają żądania. Ty potrafisz się uśmiechać tam, gdzie się narzeka i lamentuje, potrafisz przebaczać, gdy ludzie Ci zło wyrządzają" 





Okres wspomnień nadszedł. Przecież to było oczywiste, że wspomnienia kiedyś rzucą mi się ponownie na szyję i wycisną ze mnie każdą łzę, która zarezerwowana była na czarną godzinę. To było naiwne, że myślałam o przechytrzeniu tego etapu w moim życiu. Na szczęście czas pożegnań już się skończył, stare księgi są zamknięte, kurz opadł poza czterema ścianami mojego serduszka i wyparował wraz z wodą przy kilkudniowych upałach. Zastanów się, czym jest dla Ciebie szczęście i naprawdę chcesz je budować jak większość, na krzywdzie innych osób? I wtedy mój poukładany świat zamienił się w jeden wielki czerwony znak zapytania, oczy nabrały zwątpienia, każde słowo delikatnie uderzało w moją podświadomość. No właśnie, czym jest szczęście?

 (za inspirację dziękuję mojej najwspanialszej mamie :* ) 


"Dla mnie szczęście, to coś nieosiągalne, coś, co czuję rzadko... nie wiem czym jest szczęście."
BZDURA! Nie ma nic gorszego, niż wmówienie sobie własnego tragizmu i samych dołów. Spadamy, by się podnieść, każdy z nas ponosi porażki i mają one sens. Jaki? Nauki na własnych błędach i nie popełnienie ich drugi raz. Za drugi razem opada nam wiara na słowa, ale chociaż jesteśmy ostrożniejsi, więcej pytamy, dowiadujemy się, więcej rozmawiamy z innymi i staramy się wyciągać wnioski na podstawie faktów, a nie naszych podejrzeń i często ślepych wywodach. 

"jeszcze nie przyszedł czas, żebym była szczęśliwa, jak stanie się (...) wtedy będę się cieszyć."
Z przyszłością nigdy nic nie wiadomo, może już dzisiaj walnie w nas piorun, albo nasze serce przestanie bić. Memento mori to dość pesymistyczne hasło, ale warto na nie zwrócić uwagę. Carpe diem to nie to samo, to cieszenie się każdym dniem, ale nie pamiętając o tym drugim, czarnym dnie- śmierci. Szczęście zależy od nas. Od nas zależy, z jakim nastawieniem wstaniemy, czy się przekręcimy i wstaniemy prawą nogą, czy zaczniemy tańczyć do przypadkowej piosenki w radiu, czy będziemy się śmiali sami z siebie, gdy wylejemy sok pomarańczowy na spodnie, od nas zależy czy zaczniemy mówić "haha, co ja robię!" czy też "jestem taką niedorajdą, zawsze mam pecha, szczęście się do mnie nie uśmiechnie." To nie ono ma się do Ciebie uśmiechać, to Ty musisz się uśmiechnąć do niego, pomachać, mimo dołów, przepaści, przeciwności losu zawsze wstawać i mówić 'znów Cię mam, szczęściarzu.' 
Wniosek jest prosty szczęście zależy od Twojego nastawienia.  



"Jeśli chce się być szczęśliwym nie wolno gmerać w pamięci. "

I to jest pierwsza rzecz, z którą się zgodzę. Rozpamiętując naszą przeszłość, a co gorsza, grzebiąc w niej widzimy swoje porażki, błędy i niewykorzystane szanse. Oczywiście mówimy 'to mogłam zrobić inaczej' 'tego mogłem jej nie mówić' i poza rozmyślaniem nie mamy z tego nic, a wpływa to na nasze postępowanie teraz. Mówimy sobie, że było dobrze, ale przez nasze działania coś się popsuło- trudno, było- minęło, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, czas rozlać nowe!


Podsumowując: szczęście to pasja, to miłość, to wiara w siebie, to (pozytywne) nastawienie do siebie samego, do świata, przestanie wierzyć, że życie przeżyje się samo, wzięcie się w garść, spełnianie marzeń, czerpanie z chwil, podsumowywanie dnia, co zrobiliśmy dzisiaj wyjątkowego, co będziemy wspominać, samoakceptacja, pomoc ludziom, którzy tego potrzebują. Szczęście to my, tylko czasem trudno nam to dostrzec.  


Bycie szczęśliwym to jedna z najważniejszych funkcji w życiu, wykorzystajmy to w pełni. Nie od jutra, od dzisiaj, od teraz. Nic Cię tu nie trzyma. Jeśli uważasz, że coś Cię ogranicza- zmień to. Jeśli Twoje marzenie jest ogromne- zacznij od małych kroków i ciesz się z zaliczenia każdego, gdy spadniesz- nie poddawaj się. Gdy nie masz sił- biegnij dalej, zostanie Ci satysfakcja. 
Życzę Wam bycia szczęśliwymi, po prostu. 

wtorek, 30 lipca 2013





"...nie umiesz ranić, więc przestań tak ciągle uważać, przestań się obwiniać, że Twoja obecność nigdy nie będzie nikomu potrzebna. Po prostu przestań. Jesteś autorytetem wielu osób, pomóż sobie, pomóż im.. pomóż mi, przecież wiesz (cholera, nie wiesz..) że Cię potrzebujemy."



Takie piękne słowa zmusiły mnie do zmian (na lepsze?), dziękuję. Jestem osiemset kilometrów od domu, minęłam tysiące ludzi, poznałam historię parunastu innych, nabrałam dystansu. Zaczęłam czytać książki, których wcześniej bałam się otworzyć, przestałam czuć, wyłączyłam uczucia, włączyłam muzykę, budzik na szóstą trzydzieści, dziewięć kilometrów rowerem, uśmiechając się do średnio przystojnych niemieckich blondynów, zachowując się jak typowa Polka odpowiadając wcale nie jestem ładna. Tutaj wszystko jest takie idealne, perfekcyjne, aż chce się być częścią tej perfekcji- i właśnie chyba to tchnęło mnie do zmiany tego bloga na coś, bliższego mojemu sercu.


Czasem potrzebujemy czasu i pobytu samemu ze sobą, żeby dojść do pewnych kwestii. Gdy stwierdzasz, że dla niektórych ludzi nie warto tracić sił, głosu i własnej amunicji,cierpliwości i nie pozwalać odbudowującej się wiary w ludzi zapadać się jak zerwana lina- już nie. Nie ma drugich szans, nie ma łez po przegranych walkach, plastikowe mieczyki odrzucamy na bok, jeśli walczymy to tylko na poważnie.

Wierz w siebie, bo w ludzi już nie warto. 




* Monotonia. *


♥ Każdy z nas lubi sobie na nią ponarzekać. Ciągła stabilizacja i żadnych wzlotów, czasem nawet pragniemy upadku, by się podnieść. Tak na prawdę potrzebujemy jakiegoś czynnika, który pomoże nam wziąć się w garść lub uśmiechu od losu, by pójść dalej. W końcu przychodzi dzień który ze zwykłego dnia, przepełnionym monotonią zmienia się w dzień, gdy sami nie wiemy co ze sobą zrobić i o czym myśleć. Plany przysłaniają rzeczywistość, niebo jest jakby bliżej, opuszkami palców dotykamy słońca.



* Przyjaźń. *


♥ Mówią, że przyjaźń to lek na wszystko i...mają rację. Wydaje nam się że tak jest i koniec, że żadna ze stron nie musi wkładać żadnych starań żeby było dobrze, nic bardziej mylnego. O przyjaźń powinno się walczyć, to rodzaj miłości. Czasem w wirze marzeń i obowiązku zapominamy o docenianiu tego, co mamy.  Ja mam bardzo wiele i życzę wszystkim takich przyjaciół jakich mam ja (:*)



















poniedziałek, 22 lipca 2013


"Dzień dobry kochanie. To zdanie chciałbym usłyszeć z Twoich ust codziennie. Szkoda, że nie mogę podawać Ci kawy do łóżka i oglądać Twojej zaspanej twarzy zaraz po przebudzeniu. Chciałbym otwierać oczy z Tobą po mojej stronie, a nie tylko w myślach. Może i to bolesne, ale odczuwam Twoją obecność nawet wtedy, kiedy nie możesz być obok mnie. Pociesza mnie jedynie to, że jesteśmy pod tym samym niebem i być może jesteśmy skąpani pod światłem tej samej gwiazdy, a jeśli spojrzę w górę jest możliwość, że patrzę w to samo miejsce, co Ty. To co czuję do Ciebie przekroczyło wszystko to, co wiedziałem o miłości. To jest dużo więcej niż miłość. Jesteś kobietą, z którą chcę dzielić każdy moment, każdy szczegół mojego życia. Ta odległość nie jest nawet przeszkodą, choć kilometry są irytujące- moja miłość do Ciebie rośnie każdego dnia coraz bardziej. I proszę Cię kochanie, wtedy kiedy patrzysz w niebo, pamiętaj, że jesteśmy pod nim razem i że pewnego dnia nie będziemy musieli zerkać w niebo, aby poczuć się jednością. Będziemy pod jednym dachem, w tym samym łóżku, na takich samych arkuszach. Nie będziemy musieli nic sobie wyobrażać, tylko codziennie szeptać sobie do ucha ciche "kocham Cię" Moje szczęście stało się częścią Ciebie, a Ty częścią, a nawet całością mnie. Będę mógł komplementować Twój uśmiech z bliska i powodować go za każdym razem. Chcę... chcę się w to angażować, bo chcę Ciebie. Chcę Cię na zawsze. Ty i ja, na co dzień. Kiedyś będę mógł pocałować Cię w usta i powiedzieć "dobranoc kochanie " i po prostu położyć się obok Ciebie, poczekać na kolejny dzień i robić to do końca swoich dni."

poniedziałek, 1 lipca 2013

hope... this is the end.

"Pa­mięta­cie, kiedy by­liście małymi dziećmi i wie­rzy­liście w baj­ki, marzy­liście o tym, ja­kie będzie wasze życie? Biała su­kien­ka, książę z baj­ki, który za­niesie was do zam­ku na wzgórzu. Leżeliście w no­cy w łóżku, za­myka­liście oczy i całko­wicie, niezap­rzeczal­nie w to wie­rzy­liście. Święty Mi­kołaj, Zębo­wa Wróżka, książę z baj­ki - by­li na wy­ciągnięcie ręki. Os­ta­tecznie do­ras­ta­cie. Pew­ne­go dnia ot­wiera­cie oczy, a baj­ki zni­kają. Większość ludzi za­mienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać, ale rzecz w tym, że trud­no całko­wicie zre­zyg­no­wać z ba­jek, bo pra­wie każdy na­dal cho­wa w so­bie is­kierkę nadziei, że które­goś dnia ot­worzy oczy i to wszys­tko sta­nie się prawdą. [...] Pod ko­niec dnia, wiara to za­baw­na rzecz. Po­jawia się, kiedy tak nap­rawdę te­go nie ocze­kujesz. To tak, jak­byś pew­ne­go dnia od­krył, że baśń może się nieco różnić od twoich wyob­rażeń. Za­mek, cóż, może nie być zam­kiem. I nie jest ważne "długo i szczęśli­wie", ale "szczęśli­wie" te­raz. Raz na ja­kiś czas, człowiek cię zas­koczy, i raz na ja­kiś czas człowiek może na­wet zap­rzeć ci dech w pier­siach."






Bo skończona ankieta pokazuje, że moje życie codzienne interesuje najbardziej. Proszę mi wybaczyć za moją nieobecność i braki w pisaniu, chyba się odzwyczaiłam.

Nadzieja. Niby umiera ostatnia. Niby to ona jest naszym światełkiem w tunelu, gdy nie ma już niczego. Tak naprawdę to właśnie nadzieja nas zgubiła. Pożądanie tego "a może jednak się uda" i "musi się ułożyć" sprowadziło nas na same dno. Czasem nie ma nic gorszego niż ta nadzieja. Czasem przy ludziach, dla których jesteśmy obojętni- trzyma nas tylko nadzieja. Wybaczcie, mój optymizm i naiwność skończyły się wraz z zakończeniem drugiej klasy. Czasem nie warto wierzyć, lepiej zacząć działać i czuć, że wszystko co mamy, to nasza ciężka praca.




+ jak się podoba nowy wygląd? :) 


wtorek, 4 czerwca 2013

just another rainy day..

Czasem deszcz niesie ukojenie. Czuć taką świeżość w powietrzu, myśli są całkiem inne, świeższe, czystsze. Teraz jednak jedyne co czuć w powietrzu to niepokój. Widać jak dotychczasowy majątek ludzi odpływa raz z wodą, rzeki nabrały całkiem inny kolor, szczegóły, które dostrzegałam przez dwa lata jazdy tą samą drogą nagle zniknęły, wysepka na którą wybieram się od roku nagle przestała istnieć, nagle osiemnaście kilometrów drogi trwa godzinę, w miejscu polan pojawiły się jeziora, stawy przy domach stały się powodem zagrożenia. Staw w parku zaczyna równać się chodnikom, ludzie uciekają przed deszczem, są smutni, 
martwią się, widać strach w ich oczach. Nie taki deszcz kochamy.
Oby było lepiej.

środa, 15 maja 2013

Amatorski tutorial.

Dobra, obiecywany tutorial :) Od razu mówię, że wszystkiego Wam nie zdradzę, bo najlepiej dojść do wszystkiego samemu. Pominę niektóre etapy, bo doszukiwanie się nowych opcji w fotoszopie to niezła zabawa. 


Otwieramy Photoshopa, ja mam akurat CS2 i w zupełności mi to wystarczy i z tego co się orientuję nowe wersje niczym się nie różnią (albo chociaż nie tak bardzo). Ciężko mi było wybrać zdjęcie, ale ostatecznie wybrałam pół-śmiechowe zdjęcie z Dominiką :)


pierwsze co włączam to krzywe.
Wybieramy warstwa -> nowa warstwa dopasowania -> krzywe


W zależności od tego czy chcemy jaśniejszy czy ciemniejszy odcień- próbujemy i się bawimy! Ja zawsze rozświetlam twarz i przyciemniam tło, denerwuje mnie gdy coś jest jednego kontrastu. Gdy "oświetlenia" zdjęcia mam już z głowy, zajmuję się najciekawszą rzeczą- kolory! Od tego, jakie kolory chcemy uzyskać  zależy tylko nasz pomysł i to, jak chcemy by odbierano zdjęcie- czy barwy mają być chłodne, czy ciepłe. Z racji tego że Dominika ma trupi makijaż na halloween oczywiste jest, że barwy będą trochę ciemniejsze.


Użyłam "ściemniania" z paska po lewej stronie, by przyciemnić tło :)
wygląda to tak. 

aby zmienić kolory wchodzimy na 
 warstwa -> nowa warstwa dopasowania -> kolor selektywny

Pokażę Wam opcję łagodniejszą i troszkę ciemniejszą



wersję ciemniejszą uzyskałam w taki sposób, że powieliłam warstwę koloru selektywnego i pobawiłam się opcjami 
ja wybrałam "mnożenie" , obok zmieniacie krycie i wypełnienie, warto próbować, aby zbytnio nie rozświetlić albo całkowicie przyciemnić zdjęcia :)

moja ciemniejsza wersja wygląda tak:






jeśli nadal nie podobają Wam się kolory możecie eksperymentować ponownie, ja otrzymałam również taką opcję:

z tym że Dominika zabiłaby mnie za tą różową czapkę, więc używamy gumki z paska po lewej stronie, zmieniamy krycie 




A oto efekty!

 oryginał.





sobota, 20 kwietnia 2013

Bądź sobą. 




Nikogo nie udawaj. 




Rób to co  k o c h a s z. 




Nie dawaj sobie niczego wmówić i nie poddawaj się.


Nakładaj różowe okulary.  





♥ Kochaj mocno. 






Niczego nie żałuj. 




Bądź kimś, kim zawsze chciałeś być. 





Spełniaj marzenia. 





Poznawaj nowych ludzi. 








Znajdź pasję, dzięki której czujesz, że żyjesz. Bądź w niej najlepszy. 








Nie patrz w tył. 





Nie tęsknij za ludźmi, za którymi nie warto.









Każdy jest piękny.