Mam złamane serce. Bardzo. Paradoks tego jest taki, że te milion kawałków już nie czeka na cud. Już nie chce tęsknić za czymś, co okazało się niemiłą niespodzianką, lub nieudanym prezentem. Już nie. Wreszcie zerwało więzi i zjednoczyło się. Tak po prostu. Obudziło się z zimowego snu i wraz z ujemnymi temperaturami znika. Z czasem zapominam co nas łączyło. Amnezja potrafi być dobra i wcale nie musiałam spadać ze schodów żeby o tym zapomnieć. Jest cudownie. Jestem bez serca, nie odczuwam chłodu i mam ciągle na twarzy uśmiech, coś innego w mojej ogarniającej mnie melancholii.
poniedziałek, 28 stycznia 2013
środa, 23 stycznia 2013
przeznaczenie?
Tak, o przeznaczeniu dziś sobie pogadamy. Znaczy, poprowadzę monolog, bo nie widzę tu ani jednej żywej duszy, ale to może dlatego że pogorszył mi się wzrok. Chyba nie wierzę w przeznaczenie. Może dlatego, że nie wpadłam na żadnego przystojnego bruneta w autobusie, albo przypadkiem nie uderzył mnie drzwiami wychodząc ze szkoły. Nie poznałam żadnego bohatera, który ocalił mnie na pasach przed pędzącym samochodem, ani żaden nie kupił mi kawy, którą potem zechciał ze mną wypić. Żaden nie chciał mnie zabić (no, powiedzmy) i nie błagał o przeprosiny. Tak, umiem wymyślać komedie romantyczne na poczekanie. Nie wierzę. Pierwszy raz zgodzę się z Blair, przeznaczenie jest dla przegranych. Bo to, że żaden przystojny brunet nie wywala na mnie ciastka to nie znaczy, że nie będę miała swojej komedii romantycznej. Jeśli mam wierzyć w przeznaczenie to kreuję je sama, na bieżąco, albo czytanie "Sekretu" daje się we znaki. Muszę Wam powiedzieć, że od kiedy staram się w to wierzyć- każde życzenie się spełnia. W mniejszym lub większym stopniu, ale dostaję to, czego chcę. Za moje przeznaczenie mogę uznać muzykę, bo co jakaś piosenka mi się wkręci, do tego stopnia że nie umiem jej wyłączyć później nie mogę przestać, bo pokazuje mi moją sytuację. Tekst idealnie odzwierciedla moje przeżycia, których czasem nie umiem określić. Moim przeznaczeniem jest szczęście i wiem, że zrobię wszystko, by określać się w każdym momencie szczęśliwą. Tak, polecam, zdecydowanie.
haaaaalo, jest tu ktoś?
wtorek, 22 stycznia 2013
Czasem chciałabym to tak po prostu zgnieść, spalić bez żadnych sentymentów, odejść bez żadnych zobowiązań. Odejść i nigdy więcej nie dać się zatrzymać. Historie lubią się powtarzać, prawda? Znów palniemy te same głupoty, znów poudajemy, że nic dla siebie nie znaczymy, obrazimy się na siebie sto siedemnaście razy, przeprosimy sto osiemnaście, tak na zapas. Będziemy się śmiać sami do siebie, a przy sobie udawać że jest nam smutno. Nie zobaczymy, jak nam na sobie zależy i znów odejdziesz, a ja znów powiem, że dziękuję i miło było spędzić z Tobą ten czas. Sentymentalność to moja najsłabsze ogniwo, a Ty to bardzo dobrze wiesz, nie musisz mi otwierać klatki piersiowej niczym chirurg, żeby wiedzieć, że za nikim innym nie tęsknię.
sobota, 19 stycznia 2013
środa, 16 stycznia 2013
fake
"Nawet w tych przyjaźniach, które uważałem za najbliższe, o pewnych rzeczach się nie mówiło. Choćby nie wiem jak płynnie człowiek władał językiem, zdarzają się sytuacje, w których nijak nie może wyrazić tego, co chce powiedzieć."
muszę coś dodawać?
tylko się troszkę zawiodłam.
~*~
Dzień dobry kochani! Dawno mnie tu nie było, ale to ze względu mojego lenistwa, niż zapracowania. Piąte zapalenie mogę dopisać do listy moich zachorowań ostatnimi czasy i pozostało mi tylko modlić się, by włosy nie wypadały po antybiotykach, które są gigantycznych wielkości. No ale nic. Na sylwestra mówiłam, że nie chcę mieć żadnych postanowień. Teraz to zmieniam. Chcę być taką wersją siebie, jaka mi się będzie podobać i nie brać ludzi zbyt dosłownie. Właściwie... chcę żeby było jak kiedyś.
*jak doprowadzę trupią twarz do równowagi to zrobię notkę na temat zawartości mojej szafy, co wy na to? :) *
piątek, 11 stycznia 2013
love.
Bo ostatnimi czasy lubię ten obrazek. Bardzo. Wręcz uwielbiam. Zrobiłam bardzo wiele błędów, za co bardzo przepraszam, ale obiecuję, że więcej to się nie powtórzy, wypisując swoje grzechy z 2012 roku na kartce z wyraźnym opisem obok "pamiętaj!" To moja taka prywatna i osobista spowiedź, która nie wyjdzie na światło dzienne. Schowam ją znów głęboko w sobie i wreszcie zniszczę jak starą mnie. Zrzuciłam starą skórę, przybrałam trochę... temperamentu (haha, jasne, na wadze.) Bo tak naprawdę razi mnie, jak każdy próbuje wymazać swoją przeszłość. Stara się od niej uciec, a ona i tak za każdym razem wraca. I tak uciekają w kółko, udają że jest dobrze, że nie boli, że nie rusza, a przy najbliższej okazji wyżywają się na poduszkach i biednej cerze, która przybiera czarnego odcieniu, przez tusz. A powiedzieć Wam na czym to polega? Na tym, żeby się z nią zaprzyjaźnić. Żeby dużo o niej rozmawiać z osobami, które kiedyś ją tworzyły. Dowiedzieć się o swoich błędach i porażkach z innej perspektywy. Zrobić listę, co robimy nie tak, by nie powtarzać w kółko to samo. A potem tak po prostu się z tego śmiać. I.. czasem mogą zaszklić nam się oczy na widok wspólnych zdjęć, albo na myśl jakiegoś miłego wspomnienia. Ale nic więcej. Zaczniemy żyć z nowymi doświadczeniami i wiedzą o życiu, którą zdobędziemy sami. Uwierzcie mi, to pomaga bardzo. środa, 9 stycznia 2013
friends
To jest najważniejszy tekst od miesiąca.
Piszę go z lekkimi łzami w oczach, milionem wspomnień, na który widok się śmieję, przeglądam stare zdjęcia i trochę tęsknię za tamtymi czasami. Nic w tak nie wierzę, jak w przyjaźń. Jest to moja siła, która daje mi działanie w tym czarno-białym świecie. Możemy nie rozmawiać ze sobą tygodniami, a ja i tak wiem, co u Ciebie. Mogę siedzieć koło Ciebie i wiem, o czym teraz myślisz, jakie masz wątpliwości. I może dzieli nas kilkadziesiąt kilometrów, a ja Cię czuję w najważniejszym dla mnie miejscu- sercu. Znają mnie jak nic, wiedzą kiedy udaję, że jestem szczęśliwa, kiedy mówię "już dość, nie pcham się w to więcej." Wiedzą, kiedy mówię im to, żeby trzymały się ze mną, bo są przeciwne trwania non stop w tym samym, a ja toksyczne sprawy lubię bardzo. Wystarczy że na mnie spojrzą i powiedzą "Przecież wiem, że nie dasz spokoju.". I za to je kocham. Że mogę do nich zadzwonić i powiedzieć "wiesz, trochę mi smutno, pomilczysz ze mną?" i nie ma dnia, że odmówią. Że nie mają czasu, albo nie mają humoru, nie. Są dla mnie 24 godziny na dobę. Jak wódka na smutek, jak czekolada do smaku, są koło mnie i mogę mieć je zawsze. I.. chcę podziękować swojej zachciance pod tytułem "wezmę aparat i będę robić zdjęcia" bo dzięki temu poznałam moje najlepsze przyjaciółki, których nie zamieniłabym na nic innego. Nigdy.
DZIĘKUJĘ WAM :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










.jpg)



