"Wszystko co wiem o łamaniu serc nauczyłam się od Ciebie."
Obiecałam, że napiszę pouczającą notkę na temat "jak zapomnieć" bo przecież jestem z tego znana i poniekąd znienawidzona, więc pisanie tego to jak retrospekcja mnie z poprzedniego roku. Wystarczy, że włączę sobie Twoje zdjęcie, zobaczę jak fajnie było, przeczytam moje notatki, których nie spaliłam, dotknę mokre miejsca od łez i zbiorę tu to wszystko, co tak bardzo bolało. Bo już raczej nie boli, zostały tylko blizny. Nie powiem, że żałuję, bo.. choć nie mam nosa jak Pinokio- nie kłamię. Niczego nie żałuję. Mobilizujemy się mówiąc, że przecież na to nie zasługujemy i nie powinniśmy nosić własnych wyobrażeń jak krzyża na karku i choć wiemy, że tak nie możemy i tak wracamy do punktu wyjścia. Nie ma jednej recepty. Najważniejsze to zdać sobie sprawę, że on o Tobie nie myśli, to nie z Tobą porównuje chwili szczęścia i to nie Twoim imieniem podpisuje swój świat. Nie istniejesz dla niego, tak po prostu. To smutne, że coś się kończy, ale nie ma rzeczy wiecznych. Naciągając fakty, można powiedzieć, że nikt nie lubi stabilizacji, przecież każdy z nas oczekuje jakiegoś końca- końca zimy, szkoły, studiów i tak dalej. Są rzeczy, które nigdy nie trwają wiecznie, choć są idealne- wszystko się kończy. Możemy do tego wracać i rozdrapywać stare rany, ale najczęściej etapy są takie "-tak, też tęskniłem. -skoro nadal coś czujemy, to musi być to! -to chyba nie to.. -przepraszam." i boli jeszcze bardziej. Z czasem wszystko się kumuluje i coraz ciężej coś z tym zrobić. Będzie to trafne porównanie dla dziewczyn- to jak z tłuszczem. Łatwiej go zrzucić, jak jest go niewiele, a im więcej tym więcej czasu i samozaparcia potrzeba, a, nie oszukujmy się, nie bez powodu mówią, że kobiety to słaba płeć. Rzadko coś zmartwychwstaje, a każde desperackie "wróć do mnie" tylko rozdrapuje te rany. Ale pamiętaj! Nigdy nie pozbywaj się wspomnień, bo to jedyne co Ci zostaje i niszcząc je- niszczysz okres swojego życia, w którym byłaś szczęśliwa. Z przeszłością najlepiej się zaprzyjaźnić, czasem to niej wracać i uśmiechać się do niej jak najwięcej :) Możemy tylko wziąć się w garść i być dalej szczęśliwym. To trzeba po prostu przejść, mieć swoje miejsca, przy których bez chusteczek nie pójdziemy, mieć piosenki, przy których zawsze musimy mieć czekoladę bądź lody i filmy, które mogły pokazywać nas w przyszłości. W całym tym procesie najważniejsze jest wsparcie przyjaciół. Nie takich, które na Twoje "cholera, tęsknię za nim." odpowiedzą "A Ty znów o nim, przestań." Nie takich, które nie będą chciały o tym z Tobą rozmawiać, bo nie mogą pomyśleć, jak tak można. Najlepiej mieć te prawdziwe, które do Ciebie przyjdą w największą ulewę z chusteczkami i największym wyciskaczem łez, i zrobią wszystko, żebyś miała zakwasy na brzuchu mimo łez w oczach. Czasem warto wierzyć, że po każdym cierpieniu będzie lepiej. Nieważne, czy z nieba spadnie nam książę z bajki czy wiara w siebie. Zawsze jest lepiej. Cierpienie jest strasznie inspirujące. Piszemy coś, czego nigdy nie wyślemy, wyobrażamy sobie sytuacje, które nigdy się nie zdarzą i szukamy piosenek, które chciałybyśmy pokazać. Potem robimy coś, co nam wychodzi i to kochamy, żeby "zobaczył co traci" a zgadnijcie, kto na tym zyskuje. :) Czasem pomagają słowa od przyjaciela, przyjaciółki, lub tekst piosenki, który dociera do naszego serca i.. przestaje pompować kogoś do całego krwiobiegu. Moim przełomem były urodziny i fakt, że każdy z moich najbliższych życzy mi jak najlepiej i nie chcą patrzeć, jak cierpię. Historie lubią się za nas kończyć, a my nie możemy nic z tym zrobić, jak powiedzieć "było fajnie, szkoda że się skończyło, może kiedyś do nas wróci, fajnie by było poznać kogoś nowego, podzielić się swoimi doświadczeniami, zacząć robić coś, na co nigdy nie było czasu, coś sobie udowodnić, poprawić swoje wady, coś zmienić." Także, kochani, każdy smutek się kończy, uwierzcie :*

i piosenka, która nie powinna mi się wkręcić, a jednak:
...it's alright, it's ok, so much better without you. ♥
// następna notka może z jakimiś opisami? ;>