piątek, 22 lutego 2013

codzienność,






Rutyna. Wstajesz z łóżka, boisz się spojrzeć w lustro, przypominasz sobie, co myślałaś przed snem, śniadanie, kawa, wywalenie połowy szafy, zanim się ubiorę, łazienka, trzy wstrząśnienia włosami, przedziałek, tusz, dopiję zimną kawę, upewnię się, że Ty to tylko sen i idę na przystanek. 40 minut drugi, którą znasz na pamięć, półtorej roku patrzenia na te same krajobrazy, domy, codziennie te same twarze, po tym czasie ten sam przystanek, ta sama droga, szkoła, te same twarze, szukam Ciebie, widzę Cię i nic więcej, szukam nas- nie znajduję, 7 lekcji, autobus, spacerek pod górkę, dom, obiad, lekcje, zobaczę co u Ciebie, nic nie widzę, przypominam sobie, że przecież nic mnie nie rusza, uczę się dalej, muzyka, poćwiczę, komputer, kawa, jesteśmy online- i nic, świat nie pędzi dla nas, przecież jesteśmy dla siebie tak niedostępni, czekolada, smutna playlista, wreszcie punkt kulminacyjny, nie masz powodów do smutku, jest cudownie i uśmiechasz się do telefonu, w którym masz multum wspomnień. Czasem zadzwonisz, czasem odbiorę, pośmiejemy się z siebie, powyzywamy, powspominamy, powiemy dobranoc, do jutra, ale świat się nie zatrzyma, nic nas do siebie nie pchnie, nic nas nie połączy. Nic na nas nie oddziałuje. 


A tak na prawdę to targają mną skrajne emocje, mam jakieś spadki, czuję to pod skórą, ale nic mnie nie umie złamać. To taka moja bariera obronna, smutek mam wypisany na zewnętrznej ścianie serduszka, cokolwiek by się nie działo- jest zawsze ze mną. To jak druga, smutniejsza część mnie. Po pewnym czasie.. nie czuje się zupełnie nic. Mijam Cię bez słowa i nawet nie przemkniesz mi przez myśl, umiem sobie dać radę  bez tego wszystkiego. Coś nas puszcza w rowek, a ja nic, teatralnie wzruszam ramionami. Nic mnie nie umie już zabić. Czasem błądzę i wątpię w to wszystko, ale nie można złamać złamanego serca i Ty o tym dobrze wiesz. A tak poza tym to wszystko jest cudownie.
(dobrze, że nie masz mojego EKG.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz